Rozumiemy się bez słów




Reżyseria:       Eric Lartigau
Gatunek:         Komedia
Rok:                2014
Czas:               1 godz. 40 min.

Historia skupia się na francuskiej, prostej rodzinie. Rodzice oraz ich dwójka dzieci wspólnie prowadzi farmę, a także produkuje i sprzedaje sery. Są bardzo zgrani, kochają się. Mają jeden problem, a mianowicie trójka z nich jest głuchoniema. Z drugiej strony nakręca to spiralę bardzo śmiesznych zdarzeń. Paradoksalnie jedyna słysząca i mówiąca w rodzinie Paula odkrywa w sobie talent wokalny.

Główny wątek skupia się na początkach śpiewania Pauli. Bardzo lubię musicale, dlatego spodobało mi się to. Czy jest on ciekawy? Umiarkowanie, ponieważ samo śpiewanie gdzieś znika w całej akcji filmu. Nie jest nigdzie napisane, że jest to komedia musicalowa, ale mimo wszystko - szkoda.
Ten wątek przewleka się z życiem głuchoniemych i problemami nastolatki.
O ile pierwsza z tych kwestii przyciąga uwagę, naprawdę coś wnosi, tak drugi jak dla mnie kompletnie niepotrzebny.
Może nie chodzi tu o samo życie rodziny Pauli, co o sposób bycia. Podsumowałbym go zdaniem „dobrali się wariaci”. Są naprawdę nieprawdopodobnie zabawni. Dodatkowo miny i gesty, które muszą przy tym wykonywać rozbawiają do rozpuku.
Problemy Pauli odnoszące się do koleżanek w szkole i chłopaka nie wnoszą nic. Są jak mała irytująca mucha. Brzęczą gdzieś w tle, ale nie możesz ich namierzyć, aby ostatecznie się rozprawić. Myślę, że zabieg ten został użyty tylko w celu zapełnienia dziury czasowej.
Uwielbiam natomiast te wzruszające momenty, kiedy Paula śpiewa dla swoich rodziców lub matka mówiąca jej, co sądzi o ludziach słyszących. Tutaj należy się ukłon twórcom, którzy przemyśleli jak zagrać na strunach serc swoich widzów. Tutaj też swoją pracę robi piosenka Michela Sardou „Je vole” opowiadającej o rozstaniu z rodziną.
Gra aktorska głównej bohaterki (Louane Emera) oraz aktora wcielającego się w Gabriela (Ilian Bergala) nie powala na łopatki. Wydają się być strasznie sztywni, wyprani z emocji. Niestety odtwórca roli Gabriela również niewiele wnosi do filmu, nie ma swojego zcentralizowanego przeznaczenia. Co to oznacza? Oznacza to tyle, że bez niego film nie straciłby na wartości, a według mnie, mógłby tylko zyskać. Co innego można powiedzieć o grze aktorskiej Karin Viard wcielającej się w Gigi Belier oraz Francoisa Damiensa w roli Rodolpha Beliera. Gdyby zagrali tak, jak wymieniona wcześniej para, film zapewne zostałby przez wielu ominięty szerokim łukiem. Na szczęście byli bardzo autentyczni i komiczni.

Podsumowując, film ma naprawdę duży potencjał, ale kilka rzeczy wymagałoby poprawki. Doceniam to, że pozwala zbliżyć się do postrzegania świata przez osoby głuche (w jednej scenie dźwięk zupełnie zostaje wyciszony, więc oglądamy koncert nic nie słysząc). Najbardziej podobała mi się scena z przesłuchaniem Pauli do szkoły muzycznej. Do filmu na pewno wrócę jeszcze nie raz.

Komentarze

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *