Pracowałem w Fast Foodzie


 „Coś ty, zgłupiał?” „Stać cię na lepszą pracę” „Fast Food to miejsce dla ludzi bez perspektyw”
Witaj!
Jako Wojownik Istnienia przeszedłem całkiem sporo. Dzisiaj ujawnię przed tobą tajniki pracy w tytułowym miejscu.
Czy ty też uważasz tak, jak osoby, których wypowiedzi przytoczyłem powyżej? W Fast Foodzie pracują nieudacznicy, nieuki i studenci bezużytecznych kierunków? Mówi o tym sporo memów, ludzie wymyślają historie. Ja opowiem o tym, czego sam doświadczyłem.







1. Czy w Fast Foodach pracują nieudacznicy? 

Nie! Pracują tam naprawdę serdeczni ludzie, dużo przyjaźniej nastawieni niż niejeden napuszony magister czy profesor. Większość z nich to studenci, młode matki, osoby chcące dorobić do emerytury czy niepełnosprawni. Myślę, że głównym powodem jest to, że pracodawca dostosowuje godziny pracy do pracownika. Wystarczy tylko wpisać się do zeszytu próśb z informacją o dniach wolnych, których potrzebujemy, o godzinach, w których możemy pracować z tego czy innego powodu.
Nie spotkałem tam jeszcze nikogo po filozofii czy historii sztuki. Memy, których pełno właśnie o tej tematyce, są śmieszne, ale nie poparte niczym. Za to dużo pracowników było po szkole gastronomicznej, ekonomicznej i handlowej, które w firmie zatrudniły się tymczasowo.

2. Praca jest strasznie ciężka

Niestety, jak to w branży gastronomicznej. Są momenty, kiedy siedzisz i modlisz się o tego klienta, a kiedy nadejdą godziny szczytu (czyli przejście ze śniadania na lunch, godziny popołudniowe i wieczorne, kiedy ludzie powychodzą z pracy i szkoły i takie, kiedy przychodzą wycieczki szkolne), nie wiesz w co włożyć ręce. Pracownicy często pracują po 11 godzin bez zmiany stanowiska. Ranking trzech najcięższych według mnie stanowisk to:
Numer 1, produkty smażone. Nie w każdej restauracji, ale tam gdzie pracowałem, był nadmiar obowiązków na osobę smażącą. Zaraz zaraz, a co w tym trudnego Wojowniku? Nie będę wdawał się w szczegóły, ale musisz smażyć 10 rodzajów mięs. Oprócz tego jesteś odpowiedzialny za robienie sałatek, smażenie ciastek, dokładanie warzyw na stół, zmywanie i wymianę pojemników, do których musisz wsypać sałatę. Za nierozmrożoną sałatę czeka cię śmierć! Pilnowanie terminów przydatności produktów trafiających do kanapek. Twoim zadaniem jest także robienie jogurtów, krojenie pomidorów i tworzenie listy na dostawy na kuchnię. A teraz wyobraź sobie, że musisz wstawić naraz wszystkie mięsa, zrobić sałatki i sprawdzić metki z terminami na stole, a do tego pokroić pomidory i rozsypać kilka worków sałaty do pojemników. Wydaje się trudne? To dodaj sobie jeszcze, że na zamówienia czeka już 50 zniecierpliwionych klientów (nie używaj tej nazwy! U nas klienta nazywamy gościem Wojowniku). A wykonalne! Ale spróbuj nie nadążać, to manager zjedzie cię do ostatniej suchej nitki.

Numer 2, pierwsze okno/mcdrive. Siedzisz sobie na stołeczku, u góry masz albo klimatyzację, albo ogrzewanie. Nie tyrasz jak dziki osioł na kuchni. Wklepujesz sobie spokojnie zamówienie, bierzesz pieniążki i niech klient (mówiłem już, gość!) jedzie dalej. Nie brzmi super No żyć nie umierać. Wojowniku, miałeś opisywać najgorsze stanowisko, a to jest po prostu raj. Na pewno? Pomyśl jeszcze. Przyjmujesz zamówienie i gość przyjeżdża zapłacić, a w tym czasie podjeżdża następny i musisz jednocześnie przyjmować kolejne zamówienie i zapłatę. A nie daj Boże, żeby ten przy płaceniu zadawał ci jeszcze jakieś pytania. Do kogo będziesz mówił? No więc musisz mówić do obu jednocześnie. A jeszcze jak poda ci bonifikartę i musisz dodatkowo mówić do managera, bo tylko on ma możliwość wbicia zniżki na kasę. Nadal myślisz, że to raj? Przy kodach promocyjnych klienci dopiero potrafią być denerwujący. Kod pobiera się w aplikacji telefonicznej, ale mądry kupujący mówi ci, że ty znasz ten kod i masz sobie go wpisać, a nie marnować jego czas na głupoty. Albo pojedzie poskarżyć się do kierownika, że jesteś wrednym dupkiem, bo ostatecznie posłałeś go z kwitkiem. Ogrzewanie w zimę też nie jest wcale dobre. Dlaczego? Bo przez otwarte okienko wpada zimny wiatr, a wymieszane ciepłe i lodowate powietrze to w najlepszym razie ból gardła (mało prawdopodobne), ale pewniejszym może okazać się zapalenie płuc.
Numer 3, frytki. Zdziwiony? Zacznijmy od tego, że na tym stanowisku jest niezwykle gorąco. Dużo osób słabło na tym stanowisku. Masz dwie komory na zwykłe frytki i jedną na promocyjne. Dużym udogodnieniem jest to, że frytki same się porcjują do smażenia. Wypadają ze specjalnej lodówki, wystarczy, że podstawisz kosz. Ale tę lodówkę też trzeba uzupełniać i musisz to robić ty. Przy dużym ruchu wcale nie jest to takie łatwe. Twoim obowiązkiem jest mieć naszykowanych po kilka dużych, średnich i małych porcji frytek. Do tzw. „franka” mieści ci się około 6 worków frytek. Zanim zdążysz je nasypać, wszystkie porcje już znikają, a ty dostajesz opiernicz, że frytków w komorze nie ma, kolejne się nie smażą, a klienci stoją i się niecierpliwią. Poza tym ty będziesz najczęściej oddelegowaną do zamiatania i mycia podłogi osobą, ale na frytkach nikt cię nie zastąpi. Kiedy wrócisz już na stanowisko, musisz zaczynać praktycznie od zera. Kolejną kwestią są zamówione frytki bez soli. Wtedy twoim obowiązkiem jest opróżnić jedną z komór, wyczyścić ją na błysk, wytrzeć łopatkę do wsypywania. A to wszystko najczęściej po to, żeby wsypać jedną, małą porcję. Często nieprzeszkolone osoby na wydawaniu zamówień nie wiedzą, jak są oznaczone frytki bez soli i zabierają je do zwykłego zamówienia. A frytki w komorze już posolone. I co wtedy? Odpowiedzialność spada na ciebie. 

3. Produkty są nieświeże i bardzo niezdrowe

Niezdrowe, to prawda, ale to chyba żadna niespodzianka. Natomiast nie wiemy jakiej świeżości jest jedzenie, ponieważ do restauracji trafiają mrożonki. Kurczaki są gotowe, nawet już w panierce. Mogę śmiało powiedzieć, że rzeczy, które chociażby musną podłogę, trafiają do kosza. Grille, blaty i półki są regularnie czyszczone, a olej do smażenia, wymieniany. Narzędzia pracy często trafiają do zmywarki, a ścierki do pralki. Dlatego twoje jedzenie kliencie nie zostanie niehigienicznie potraktowane przez pracowników. Ale myślę, że zdajesz sobie sprawę z kaloryczności tego jedzenia. Najgorsze produkty w Fast Foodach to sosy, kurczaki, ryby, ciastka jabłkowe i sezonowe oraz lody i napoje gazowane. Z nich praktycznie wylewa się olej i cukier. Prosta droga do miażdżycy, cukrzycy i zawału. A niestety, niektórzy klienci, duża część z nich to kilkuletnie dzieci, podchodzi pewnie już pod drugi stopień otyłości. Niestety, tak to jest, jak co najmniej dwa razy dziennie odwiedza się Fast Foody.


Zakończę w tym miejscu. Wyszedł całkiem spory wywód. Być może będziesz miał, czytelniku, jakieś pytania lub pomysły na następne artykuły. Pisz śmiało w komentarzach. I pamiętaj, że codziennie trzeba się mierzyć z życiem!


Komentarze

Formularz kontaktowy

Nazwa

Adres e-mail *

Wiadomość *